niedziela, 17 lipca 2016

Wandrus - psi obóz

Wandrus - psi obóz

7 lipca wyjechałyśmy na nasz pierwszy psi obóz. Wybrałam Wandrusa ponieważ jako (chyba) jedyny nie miał jednego psiego celu = było wszystkiego po trochu. 
Niezastąpiona ekipa :D

Co do warunków: nie spodziewałam się full wypasu więc też nie było dla mnie źle. I tak większość czasu spędzaliśmy na ćwiczeniach i wspólnym gadaniu.
W pierwszym tygodniu trenerką była p.Agata, która przekazała nam multum wiedzy. Pokazywała i mówiła jak nauczyć daną sztuczkę, na co zwracać uwagę podczas rozgrzewki i poruszyła temat który wyjątkowo mnie interesuje czyli specyfika psa, jego budowa itd :D Pokazała nam także tajniki masażu psa, które w przyszłości na pewno wykorzystam ;) 
Na początku było trochę zamieszania - przeprowadzki, kłótnie między niektórymi psami i rozmyślania jak nas rozmieścić tak by dało się żyć. Tym sposobem zamieszkałyśmy z shih-tzu który ogółem nie wiele psów lubi... szczeka i strzela strzałę do psa no ale cuż :) W dzień oba psy były przypięte na smyczach a w nocy Roki (shih-tzu) spał w miejscu spotkań obozu - kawiarence. Pierwszą noc próbowaliśmy zorganizować tak by oba spały w pokoju ale niestety 24h na smyczy przy łóżku z zakresem klatka/kawałek podłogi/łóżko mocno odbiły się na Meysi :/ W dniu następnym była bardzo wycofana i zagubiona więc było trzeba coś na to poradzić. Nie wyobrażam sobie by mój pies cierpiał i nie korzystał z pracy przez innego psa (który polubił swoje miejsce snu, przynajmniej tak się zachowywał gdy pomagałam go odprowadzić).

Ale jest duuużo plusów! Świetne towarzystwo i te psie i te ludzkie. Większość wolnego czasu spędzałam u Oli (od Inki), Julii (od Brutusa - jestem jego nową ciocią! Mega przytulaśny lagotto <3!) i u Wiktorii (od Codi'ego).
Na ostatnie trzy dni przyjechała nowa trenerka - p.Justyna. Pożegnanie Agaty, Raya i Capri (szczenior pudelka <3) było bardzo długie i chyba każdy miał nadzieję że nie nastąpi ;) Ekipa niezastąpiona, mam nadzieję że kontakt się nie urwie i uda się jeszcze kiedyś spotkać.
W czasie dnia było 5 bloków w tym jeden wspólny z całym obozem. Zazwyczaj ćwiczyliśmy z psami na trzech by miały jeden blok odpoczynku. W tym czasie gadaliśmy o psich rzeczach, rzucaliśmy frisbee lub oglądaliśmy filmiki. Oprócz typowo psich rzeczy były też wycieczki kajakami/rowerkami wodnymi czy też różne inne rozrywki.


Z Meysi jestem bardzo dumna. Ćwiczyła sztuczki z dużym zaangażowaniem (wow!) i na swoją normalną karmę (wow!x2) oraz klateczka po raz kolejny okazała się najlepszym przyjacielem (<3) Nie będę dokładnie opisywać co i jak się uczyliśmy bo myślę że to bez sensu.
Powrót autokarem okazał się bezproblemowy mimo moich obaw. Meysi okupowała cały przód i przejście (jak to Beardie) i co chwilę zmieniała właściciela - raz pod tymi nogami, raz pod innymi i tak w kółko <3 :D 

Na koniec krótki filmik:


Niestety część nagrań się zbuntowała dlatego taki krótki :( 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz