poniedziałek, 25 lipca 2016

Festiwal Biegów Górskich

Dolnośląski Festiwal Biegów Górskich

21-24.07.2016 Lądek Zdrój


   Jak widać mam i smyczke biegacz DFBG!!

   21 lipca wybrałyśmy się na Festiwal Biegów Górskich. Niestety dzień wcześniej Meysi dostała cieczki (niby dobrze że teraz a nie wcześniej ;)). Były rozmyślania czy jechać czy ja mam z nią zostać czy cały team nie jedzie. Summa summarum wszyscy pojechali i wszyscy dobrze się bawili mimo cieczkowych przeszkód. 
   Słyszeliście o tym, że suka w pierwszych dniach tego "wyjątkowego" stanu powinna trochę więcej odpoczywać? taaa.... ja też ale na tym się skończyło. W czwartek tuz po przyjeździe poszłyśmy zwiedzać miasto i miasteczko biegowe a już w piątek wyruszyłyśmy obeznać się z początkiem trasy biegów długich i niespodziewanie wyszło ok. 15 km co z połączeniem z dniem wcześniejszym dało padniętego psa. Sobota okazała się dniem czekania który spędziłyśmy na robieniu fotek psa i w duuużej ilości biegaczy. Sucz była dzielna i gdy czekałyśmy za rogiem na nadbiegających biegaczy wypatrując znajomych twarzy dzielnie czekała i obserwowała ich i mnie ;) Było też trochę wariactwa i zachęcania do zabawy: 
Tak, tam jest Meysi <3
Wieczory spędzałyśmy albo na imprezach organizowanych przez festiwal, albo w knajpkach na przepysznym jedzeniu, albo po prostu w polu. Tuż po zakończonym półmaratonie przez innych biegaczy i po namowach znajomych poszłyśmy... zapisać się na 10km w dniu następnym!! Suka w cieczce, ja w sumie bez treningu, nasz wspólny debiut i to jeszcze w górach. W planach był spacerek ale wyszło inaczej. W sumie tam gdzie się dało tam biegłyśmy (dzięki Ula za motywację ;)) na tyle ile mogłyśmy i tak by nie przesadzić. Tereny piękne, miłe towarzystwo i pies, który wiedział kiedy może pozwolić sobie na ciągnięcie a kiedy ma biec na luźnej (zbiegi! Tylko dzięki ogarnięciu móżdżku Meysi nadal jesteśmy całe) trasa szybko i przyjemnie minęła. Pies nawet dostał własny medal! Ah <3 
    Zostałyśmy także na rozdanie nagród by oficjalnie pogratulować wygranym (Brawo raz jeszcze!) i na losowaniu licząc, że przynajmniej tutaj nam się pofarci (eee... że co?! Nie ma mowy). Psina wszędzie gdzie miała leżeć spokojnie i odpoczywać tak też robiła - czy to w nogach, pod ławką lub przytulona do kostki. 
  Wyjazd uznaje za meeega udany i nie żałuję żadnej decyzji :D 
I chyba już znajome brudne łapeczki :D 

Fly Team pozdrawia!!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz